Zapowiedź od Wydawnictwa Otwartego


Nieprzyjaciel Boga to drugi tom Trylogii arturiańskiej Bernarda Cornwella.

Artur zjednoczył brytyjskie księstwa i powstrzymał najazd Sasów. Spokojne czasy jednak nie nadchodzą. Ambicje wodzów, żądza władzy, nowa religia, zdrady i namiętności ponownie kierują Brytanię w stronę chaosu.

Wydaje się, że tylko Merlin wie, co w tej sytuacji robić. Chce zawierzyć Brytanię starym bogom, by ją uratować. Ale czy to pomoże? Czy Artur – odważny, wierny i honorowy, kochany i nienawidzony – będzie w stanie ocalić kraj?

Cornwell nie odtwarza legendy o Arturze, lecz pisze o człowieku walczącym z siłami, których sam nie potrafi zrozumieć.

Porywająca!
„The Times”

W książkach Cornwella historia ożywa.
George R.R. Martin


Premiera: 25 października 2017 rok 
Wydawnictwo: Otwarte
Oryginalny tytuł: The Enemy of God
Oprawa: twarda

Do kupienia:
https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,97682,Nieprzyjaciel-Boga-Trylogia-arturianska-tom-2

Gena Showalter ''Krew życia''

''Moje Pierwsze Życie dobiegło końca, ale Wieczne - dopiero się rozpoczyna.
Moje światło zaświeci...
Rozgoni cienie... każde życie będzie istotne...
Pora zrobić to, po co się urodziłam. Pora wstać i zalśnić.''

W świecie siedemnastoletniej Ten, przed osiągnięciem pełnoletności musisz zdecydować do jakiej frakcji chcesz należeć. Są dwie - Trójka i Miriada. Obie zaciekle walczą o duszę Niezwerbowanych. Na ich celownik trafia dziewczyna. Musiała przejść długą drogę, aby podjąć właściwą decyzję.
Dziewczyna zakończyła swoje Pierwsze Życie i rozpoczęła Wieczne. Wstępuje do Trójki. Jednak ten wybór skazuje jej związek z Killanem na niepowodzenie.

''Jeśli będę walczył u twego boku, doprowadzę do przegranej mojego królestwa. Jeśli będę walczył przeciwko tobie, stracę Cię.
Nie ma kompromisu.
Muszę dokonać wyboru.''

Ten pomimo wszystko ma nadzieję, że znajdą złoty środek na to, aby móc być razem. Jednak to nie jedyny problem młodej dziewczyny. Ten ma zostać Przewodnikiem, który ocali krainę Trójki przed Miriadą. Musi położyć kres walce jaka wystąpi pomiędzy obiema frakcjami, zmierzyć się z niechęcią trójkanów oraz rozpoznać, kto jest jej wrogiem, a kto przyjacielem.

Autorka w drugiej części wprowadza nas w kontynuacje wydarzeń, które zakończyły pierwszy tom. Przyznam, że po tak długiej przerwie, bo Fistlife czytałam w kwietniu (recenzja) nie potrafiłam się odnaleźć w wydarzeniach. Jak dla mnie kilkumiesięczna przerwa, była dość długa. Autorka od pierwszej strony wrzuca nas w wir zdarzeń, by za chwilę przystopować. Opisuje nam krainę Trójkan, wprowadza w ich zasady. Powoli odkrywa wszystkie karty, by za chwilę narzucić akcji dynamikę. W fabułę wplotła tajemnicę i intrygi. Nie wiadomo komu ufać, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Autorka momentami tak motała poszczególnymi postaciami, że trudno mi było rozpoznać ich intencje.
Główna bohaterka musi się zmierzyć z kolejnym niebezpieczeństwem, kolejny raz odczuje smak straty. Bardzo podobało mi się w Ten to, że pomimo wszystko ma swoje zdanie i wierzy w to, co robi. Nie pozwala nikomu narzucić swojej woli.
''Lifeblood. Krew życia'' to udana kontynuacja, bardzo ciekawa, wciągająca nas w swój świat. Autorka idealnie wykreowała krainę trójkan, a dzięki lekkiemu stylowi sprawiła, że książkę czytało się z przyjemnością. Zabrakło mi jednak postaci Archera i czegoś, co bardzo by mnie zaskoczyło. Pomimo tego, że ta historia mogłaby być ciut lepsza to nie żałuję, że sięgnęłam po nią. Będę oczekiwać na kontynuację.

Oryginalny tytuł: Lifeblood
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: wrzesień 2017 rok
Liczba stron: 432

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

Kirsty Moseley ''Zdobyć Rosie. Początek gry''

''(...) - Wiesz, mama ostrzegała mnie przed chłopakami takimi jak ty.
(...) Pokręciłem głową.
- Ja nie jestem takim chłopakiem, przed którym mama cię ostrzegała. Twoja mama nie ma aż takiej wyobraźni - zażartowałem i puściłem do niej oko.''

Nate to typowy podrywacz, który nie przepuści niczego, co się rusza. Przekonany o swojej doskonałości, obrzydliwie pewny siebie i arogancki. Łamacz kobiecych serc, który wie, że i tak ujdzie mu to płazem. Jednak patrząc na związek Anny i Ashtona, coraz częściej pragnie tego dla siebie samego, ale z drugiej strony... Dlaczego miałby zrezygnować z jednorazowych numerków? Ustatkowanie się nie jest dla niego, aż w końcu poznaje Rosie, przyjaciółkę Anny. Kobieta nie jest taka jak inne - nie pada mu do stóp, nie błaga o chwilę uwagi z jego strony. Wręcz przeciwnie! Rosie go spławia i nie wykazuje żadnego zainteresowania nim. Jego ego zostaje boleśnie podkopane, co go mobilizuje do tego, aby ją zdobyć. Jednak z czasem rozumie, że kobieta nie jest na jedną noc...

Z niecierpliwością oczekiwałam części o Nate'u! Już w powieści o Annie i Ashtonie polubiłam jego postać i było mi go mało. Tam mieliśmy zaledwie kawałeczek jego natury, a tu cały gryz do przełknięcia! Czy dałam radę? Przyznam, że na początku nie i odbiło mi się to czkawką. Nate na początku okazał się żałosny. Naprawdę tak o nim myślałam, kiedy serwował laskom te swoje denne i głupie teksty na podryw, rodem z wujka google. Serio? Jak można na to lecieć... Dziewczyny, które czytacie teraz: nie dajcie się na to złapać, bądźcie mądrzejsze. 
Jeśli przymknąć na te teksty oko, Nate to naprawdę świetna, męska postać. Zabawny, troskliwy, intrygujący, o naturze małego chłopca. Jednym słowem - słodziak. A jego zachowanie wobec swoich sióstr i mamy było rozczulające.
Autorka dała nam wgląd w jego pracę - to jak ją wykonuje, ale również w jego sumienie tuż po wykonanej akcji. 
Rosie również została świetnie przedstawiona. Silna, młoda kobieta, która już raz w życiu upadła, ale podniosła się, aby walczyć o lepsze życie dla siebie i osoby bliskiej jej sercu. Pomimo tego, że jest silna i skrywa się pod tą maską to w głębi serca to wrażliwa kobieta, która boi się zranienia. Nie myśli tylko o sobie, ale bierze również pod uwagę osobę obecną w jej życiu.

''Zdobyć Rosie'' to książka, która pomimo schematyczności i przewidywalności, podbiła moje serce. Z wypiekami na buzi śledziłam starania Nate'a. Obserwowałam jak z wiecznie małego chłopca, zamienia się w cudownego mężczyznę. 
Nie jest to ambitna książka, ale nie tego oczekiwałam. Znam możliwości autorki więc nie nastawiałam się na wiele. Spędziłam przy tej książce mile czas, który nie żałuję. Wielokrotnie wybuchałam śmiechem, ocierałam łzy radości. Uwielbiam takie książki - lekkie, zabawne, napisane prostym stylem. Zabrakło mi ciut większej dawki emocji, czegoś, co obiłoby moje serce. Na początku postać głównego bohatera mnie denerwowała i myślę, że was również skłoni do takich emocji. Tak czy siak - z niecierpliwością oczekuję kontynuacji. 

Oryginalny tytuł: The Wright Brother 
Wydawnictwo: HarperCollins 
Data wydania: wrzesień 2017 rok
Liczba stron: 300

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

K.A Linde ''Dziewczyna mojego brata''

“Miłość jest trudna.
Potrafi wstrząsnąć Tobą do głębi jestestwa.
Zmienia Cię w inną osobę.
Ale to właśnie czyni ją piękną. Kiedy wiesz, że nikt inny na świecie nie mógłby sprawić, że czujesz się wtedy w ten sposób. Kiedy akceptujesz ból i prawdziwie doświadczasz tego, czym jest bycie razem.”

Emery zdradzona przez chłopaka, powraca do rodzinnego miasta, Lubbock. Wraz z przyjaciółką Heidi, pojawia się na przyjęciu ślubnym Sutton Weight. Emery nie ma najlepszych wspomnień z tą rodziną. Już wiele lat temu postanowiła, że nie zbliży się do nich ponownie. Nienawidzi ich i nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Jednak zgadza się pójść na przyjęcie ze względu na przyjaciółkę, która dla nich pracuje.
Jensen Wright ma trzydzieści dwa lata i zarządza rodzinnym biznesem. Jest niesamowicie bogaty, a wokół jego rodziny roi się od skandali. Podczas przyjęcia weselnego swojej młodszej siostry, jego wzrok przykuwa Emery. Mężczyzna na początku nie poznaje w niej byłej dziewczyny swojego brata. Kobieta fascynuje go, tym bardziej, że jako jedyna z kobiet nie była nim zainteresowana.
Stara się zbliżyć do kobiety, chociaż wie, że ta jest dla niego czymś zakazanym. Przecież nie można zbliżać się do dziewczyny swojego brata… Jednak on nie potrafi się oprzeć pokusie.
Emery wie, że musi trzymać się od Jensena z daleka jeśli chce, aby jej serce nie zostało złamane.
Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki, od razu mnie zainteresowana. Opis obiecywał, że będzie to fascynująca historia z komplikacjami w tle. Początek czytania nie zapowiadał się najlepiej. Czytanie mi się dłużyło, było nudno, a ja nie mogłam się wkręcić. Myślałam, że nie będę miała tego problemu, a okazało się, że potrzebowałam czasu, aby być na etapie, w którym zacznę czytać z zapartym tchem. Ta książka nie jest idealna. Jest schematyczna, ma swoje plusy i minusy.
Zacznijmy od tych ostatnich.
Postać Emery bardzo mnie denerwowała. Nie widziałam w jej postępowaniu żadnej logiki. Pierwszego dnia była przekonana, że jest zła na cały ród rodziny Wright’ów, ale kiedy jeden z nich zachodzi jej drogę, ona nie ma żadnych oporów, by na drugi dzień zacząć uprawiać z nim seks. Byłam zawiedziona, tym bardziej, że myślałam, że jej postać jest zdecydowaną, pewną siebie kobietą, która dłużej trzyma się swoich postanowień. Tak wiem, że w końcu by wskoczyłaby mu do łóżka, ale myślałam, że trochę minie czasu i chociaż lepiej się poznają. Dla mnie ich relacja odbywała się zbyt szybko, brakowało w niej naturalności i płynności.
Jensen okazał się z kolei dość ciekawą postacią chociaż i bez wad. Był tajemniczy, ale z drugiej strony troskliwy, w jakiś sposób skrzywdzony przez los. W jaki? Nie zdradzę, ale to, co robił dla pewnej istoty sprawiło, że miałam dla jego postaci ogromny szacunek, bo w jego sytuacji nie jedna osoba odwróciłaby się na piecie i gdzieś sobie poszła. Jednak z drugiej strony denerwowało mnie to, że odpychał Emery, aby za chwilę zrobić kompletnie co innego.

Pomimo tego książka była dość urocza i nie zabrakło momentów, kiedy czytałam ją z przyjemnością. Kiedy już powieść się rozkręciła, czytało mi się ją dobrze i szybko. Tak jak pisałam, ta książka nie jest bez wad, ale sprawdzi się na jesienne wieczory. Podobało mi się również to, że autorka przeplatała narrację ze strony Emery i Jensena. Lubię ten zabieg w książkach, bo pozwala mi spojrzeć oczami poszczególnej postaci. Na plus mogłabym zaliczyć również to, że pomimo kilku wad głównych bohaterów, autorka postarała się, aby były w jakiś sposób realistyczne. Pozwoliła nam wejrzeć w ich lęki i pragnienia.
Pomimo tego, że książka nie spełniła do końca moich oczekiwań, z przyjemnością sięgnę po kolejną część, bo jestem ciekawa losów kolejnego z braci, Landona.

Oryginalny tytuł: The Wright Brother
Cykl: Mrs. Wright (tom 1)
Wydawnictwo: Burda Książki
Data wydania: wrzesień 2017 rok
Liczba stron: 300

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

Katy Evans ''Ladies Man''

"Wbijam wzrok w swoje stopy. Ocieram dużym palcem o jego but.
- A potem co? Pozbawisz moje usta warstwy ochronnej, a później znikniesz i nic mi nie zostanie. Teraz przynajmniej łączy nas przyjaźń. Która znaczy dla mnie więcej, niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić. (...) Jest dla mnie bardzo ważna. Ty jesteś dla mnie bardzo ważny."

Gina, przyjaciółka Rachel, wychodzi do klubu, aby uczcić urodziny Tahoe Roth'a. Obydwoje są dla siebie przyjaciółmi, jednak kobieta widzi w nim kogoś więcej. Mężczyzna jest irytujący, pewny siebie i arogancki, a jego uśmiech zaraża wszystkich wokół. Tahoe ją pociąga, chociaż Gina wie, że to jest mężczyzna na jedną noc. Dlatego ma krótki plan: złożyć mu życzenia i zaciągnąć do łóżka. Może jeśli się  z nim prześpi, wyrzuci go z głowy? Tylko jak to bywa z planami: nie zawsze idą po naszej myśli. 


''Makijaż to z całą pewnością moja tarcza ochronna, maska dzięki której czuję się się silna, ładna i taka, jaka chcę. Lubię także pomagać kobietom w przywdziewaniu ich masek.''


Gina jest postacią, która w wyniku przeżyć z poprzedniego związku straciła swoją pewność siebie. Swoje prawdziwe uczucia skrywa przed innymi ludźmi. Na zewnątrz jest silną kobietą, lecz w środku ma niezły mętlik. Tylko przyjaciele potrafią to dostrzec. Kobieta nikomu nie pokazuje się bez makijażu, bo to on pomaga jej w chronieniu w siebie. Byłam zdziwiona, że potrafi spać umalowana i wstawać wcześniej, aby go poprawić. Dla mnie to jest ciut chore, ale Gina miała obniżoną samoocenę i w jakimś stopniu ją rozumiem. Zauważyłam, że główna bohaterka jest lojalną przyjaciółką, która znajdzie czas, aby wysłuchać innych, jednak sama ukrywa przed innymi swoje problemy i stara się je sama rozwiązać.

''Nikt nie jest taki, jak by się mogło wydawać. Wszyscy coś ukrywamy, bo albo nie chcemy, aby nas osądzano, albo uważamy, że nie zostaniemy zrozumieni, albo po prostu chcemy, żeby to coś należało tylko do nas.''

Tahoe polubiłam od samego początki. Owszem zgrywa bogatego faceta, który przebiera w dziewczynach, ale pod tą fasadą kryje się facet, który dźwiga swój ból. Jest to postać skryta i tajemnicza, którą trudno rozgryźć. Dopiero pod koniec książki mamy szansę go zrozumieć. Jego opiekuńczość wobec Giny była bardzo fajną rzeczą w tej historii. Kiedy działo się coś złego, on rzucał wszystko i od razu pojawiał się przy niej. Opiekuńczy, szarmancki, przystojny i nieposkromiony... Czego chcieć więcej?

''Ladies Man'' nie jest jedną z najlepszych powieści jakie przeczytałam - to fakt, ale ja spędziłam przy niej miło czas. Autorka budzi napięcie pomiędzy bohaterami, jednak dla mnie w ich relacjach zabrakło trochę naturalności. Również ta zabawa w kotka i myszkę, w którymś momencie była nużąca. Książka miała słabsze jak i lepsze momenty, jednak tych ostatnich było zdecydowanie więcej. Miałam przyjemność przeczytania pozostałych tomów z tej serii i tą można określić mianem ''delikatnej''. Scen seksu jest naprawdę niewiele, za to podteksty seksualne i docinki głównych bohaterów uzupełniają ten wątek. Nie sposób też nie zauważyć, że między bohaterami coraz bardziej iskrzy, im bliżej jest koniec. Książka mnie nie powaliła na kolana, ale bohaterowie, klimat i to, że mnie wciągnęła są na plus. Idealna książka na wieczorny relaks, dla tych kobiet, które uwielbiają tajemniczych i aroganckich przystojniaków. 


Oryginalny tytuł: Ladies Man
Cykl: Manwhore (tom 4)
Wydawnictwo: Kobiece 
Data wydania: październik 2017 rok
Liczba stron: 376

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

PREMIERA Corinne Michaels ''Consolation Duet. Tom I''

''Nadzieja to wredna suka, która ma w dupie, to czego chcesz. A zatem jedyną rzeczą, na której mogę polegać, jest wiara. Wiara w to, że uda mi się przez to przejść i uleczyć złamane serce.''

Natalie dowiaduje się, że jej mąż Aaaron, żołnierz SEAL zginął w nieszczęśliwym wypadku. Kobieta nie potrafi się pogodzić z tym, że go już nigdy nie zobaczy, a ich córka nigdy nie pozna swojego taty. Ból po stracie ukochanego męża jest dla Natalie dojmujący. Jedyne co pozostaje kobiecie to wspomnienia, ale wkrótce i one z upływem czasu się zacierają. Natalie traci chęci do życia i jedyne, co trzyma ją na powierzchni to ukochana córeczka. 

Pewnego dnia, w jej domu pojawia się Liam. Przyjaciel jej męża, który powrócił z Kalifornii, aby dotrzymać obietnicy złożonej Aaronowi. Mężczyzna chce pomóc Natalie oraz jej córce. Kobieta na początku jest niezadowolona, uważa, że poradzi sobie i bez niego. Jednak z czasem zaczyna doceniać jego pomoc. Natalie odzyskuje dawną siebie, a pomiędzy bohaterami zaczyna iskrzyć. 

Z niecierpliwością czekałam na pierwszą powieść od Wydawnictwa Szósty Zmysł. Uwielbiam wszelkie romanse, a te z odrobiną bólu i prawdziwości najbardziej. Książka wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony. Już na początku zrzuca na czytelnika emocjonalną bombę, by stopniowo uleczyć nasze serce, a później z powrotem je roztrzaskać. Wczułam się w sytuację głównej bohaterki tak jakbym to była ja sama. Jej ból, strata - były częścią mnie, również jej łzy i niepewność o dalsze życie. Autorka bardzo dobrze wykreowała tę postać. Jako idealną matkę, kobietę, która musi sobie poradzić ze stratą ukochanej osoby. Nie jest to postać bez wad, ale to czyni ją bardziej prawdziwą i realną. Przez ból przebija się zabawna i inteligentna kobieta, która nie boi się mówić to, co myśli.

Jeśli chodzi o postać Liama bardzo mi się spodobała jego troskliwość wobec Natalie i jej córki. Jego stanowczość i niezłomność również. Był na każde jej zawołanie i jako jeden z nielicznych nie pocieszał jej kłamstwami.
Autorka ukazała w swojej książce jak wygląda związek z kimś związanym z wojskiem. Pokazała niepewność wynikającą z tego, że dana osoba może już nigdy do nas nie wrócić. Również żałobę, która sprawia, że zaczynamy idealizować ukochaną osobę, nie zauważając jej wcześniejszych wad. 

''Consolation'' to emocjonalny ładunek, który sprawi, że jeszcze długo nie będziecie mogli się po jej lekturze pozbierać. Historia Natalie i Liama pozostanie w Waszych sercach i myślach, gdyż tej powieści nie da się tak łatwo zapomnieć. 

Śmierć jest związana z życiem. Nie można jej się wyzbyć i chcąc nie chcąc zawsze będzie obecna w naszym życiu. Jedyne, co możemy zrobić to starać się iść do przodu i znaleźć kogoś, kto uleczy nasze serce. Bo o wiele łatwiej jest przejść przez trudności z kimś niż samemu. Tylko pozwólmy na to innym.  
Jeśli uwielbiacie romantyczne i zmysłowe książki, bez nachalności to ja Wam tę powieść polecam. Jest ponadto piękna, wzruszająca i chwytająca za serce. Nie zabraknie tu dobrze wykreowanych bohaterów, iskry napięcia i wyczekiwania. Zakończenie zwali Was z nóg do tego stopnia, że będziecie błagać o więcej. Ja uwielbiam tę książkę, pokochałam autorkę i jeśli o mnie chodzi - jest lepsza od samej Colleen Hoover! 


Cykl: Consolation Duet (tom 1)
Wydawnictwo: Szósty Zmysł 
Data wydania: 11 października 2017 rok
Liczba stron: 302

Kacper Rybiński ''Upadek nadziei''

,,Jeśli już musisz kraść, to kradnij tyle, żebyśmy mieli za co żyć, resztę rozdaj. Nadmiar pieniędzy zabija w ludziach to, co ludzkie.’’

Nadzieja to miasteczko, w którym od dawna nie było ani chmur, ani deszczu. Żar leje się z nieba, a woda jest produktem, który się sprzedaje, chociaż powinna być dla wszystkich. 
W Nadziei mieszka Rita, marzycielska kramarka, która marzy o zobaczeniu tęczy oraz mały złodziejaszek Tero. Ich ścieżki się ze sobą krzyżują i już nic nie jest takie same. Co ich łączy? Obydwoje są sierotami i mają tylko siebie. Więź jaka zaczyna ich łączyć jest o wiele silniejsza. Są dla siebie jak brat i siostra. Z czasem w ich życiu zaczyna się wszystko układać, ale wtedy dowiadują się, że naciąga kataklizm. Wielki cień wydłuża się od strony morza, a nieprzyjaciele lada chwila przybędą do miasta. Nadzieję i ich mieszkańców czeka zguba. 

''Upadek nadziei'' to krótka książka, która ma ledwo dwieście stron. Autor w umiejętny sposób operuje słowem ''nadzieja'' i wplata go w wiele sytuacji. Nie wprost, ale tak, żeby czytelnik sam odnalazł znaczenie tego słowa, w każdej sytuacji. Kacper Rybiński przedstawia losy dzieci pozostawionych samych sobie, które nigdy nie zaznały matczynej miłości i stabilności. Które same musiały walczyć o swoje przetrwanie i to na różne sposoby. Jest to powieść o miłości, przyjaźni i poświęceniu. 
Akcja powieści rozgrywa się bardzo szybko i praktycznie nie ma momentu przestoju. Czytelnik nie ma okazji odetchnąć i przetrawić dane sytuacje. Trochę mi to przeszkadzało, ale spodziewałam się tego zabiegu. 
''Upadek nadziei'' to powieść, która przekazuje ważne wartości, która uczy nas, że każdy człowiek żyje nadzieją, nawet jeśli już dawno stracił wiarę w to, że jego życie się poprawi. Pokazuje również, że pieniądze to nie wszystko, najbardziej liczą się ludzie, którzy potrzebują pomocy. Całość tej niewielkiej objętościowo książki dopełniają przepiękne ilustracje wewnątrz książki. Z przyjemnością bym przeczytała kolejną część o mieszkańcach Nadziei. 

Wydawnictwo: Dygresje
Data wydania: 2017 rok 
Liczba stron: 180

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

Neal Shusterman ''Kosiarze. Żniwa śmierci''

''Im dłużej żyjemy, tym szybciej mijają nam dni. Trochę to kłopotliwe, gdy nasza egzystencja jest nieskończona. Rok wydaje się mijać w zaledwie kilka tygodni. Dekady przelatują bezwiednie. Zostajemy osadzeni w błahej harówce życia, aż nagle spoglądamy w lustro i widzimy twarz, którą ledwo rozpoznajemy, błagającą nas byśmy zawrócili znad krawędzi i znów stali się młodzi.''

Wyobraź sobie świat, w którym władzy nie dzierżą królowie, ani prezydenci. Istnieje tylko Thunderhead, sztuczna inteligencja, która jest lepsza od człowieka. Nie wie czym jest zło, posiada same dobre cechy, dba o wszystkie ludzkie potrzeby, sprawiając, że ludziom żyje się lepiej. W tym świecie już nie ma wojen, głodu, przestępczości, bólu i chorób. Człowiek już nie odlicza dni, które mu pozostały na tym świecie, ponieważ stał się nieśmiertelny. Może skoczyć  z najwyższego budynku, rzucić się pod auto, ale to nie zakańcza ludzkiego życia - ożywiają daną osobę w centrum uzdrawiania. Życie człowieka mogą zakończyć tylko Kosiarze, którzy kontrolują wzrost populacji. 

Pewnego dnia, jeden z Kosiarzy pojawia się w życiu Citry i Rowana. Kosiarz Faraday proponuje im stanowiska jego praktykantów. Oboje będą się uczyć fachu kosiarza, ale tylko jedno otrzyma pierścień, podczas gdy drugie powróci do domu i dawnego życia. Na początku obydwoje nie mają ochoty zostać z Kosiarzami, ale z czasem zauważają, że mogą być w tym dobrzy i czynić dobro. Jednak sprawy się z czasem zaczynają komplikować, a oni muszą zderzyć się z tym, o czym do tej pory nie mieli pojęcia. Nie potrafią też poradzić sobie z uczuciami, które zaczyna się pomiędzy nimi rodzić. 

''Kosiarze'' to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Zanim ta książka miała swoją premierę, wiedziałam, że muszę ją mieć. Pierwsze, co przyciągnęło moją uwagę to piękna okładka - nie mogłam jej się oprzeć. 
Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony. Chociaż czasem miała swoje słabsze, monotonne momenty, ja nie mogłam się od niej oderwać. Z czasem fabuła zaczęła się coraz bardziej rozkręcać, zaczęło pojawiać się coraz więcej pytań, dynamiki i niespodziewanych zwrotów akcji. Autor wplątał do swojej powieści wiele przemyśleń na temat życia, śmierci i ludzkości. Wiele z nich jest trafnych i zapisujących się w głowie. 
Momentami w książce występuje przewaga opisów nad dialogami, co niektórym mogłoby przeszkadzać. Jednak samemu trzeba ocenić, czy jest to plusem, czy minusem. Mnie osobiście, aż tak bardzo to nie przeszkadzało.
''Nie potrafimy czerpać prawdziwej radości, kiedy nie zagraża nam cierpienie. Wtedy najlepsze, co możemy dostać, to przyjemność.''

Jeśli chodzi o główne postacie, Citrę i Rowana to myślę, że autor dobrze je wykreował. Obydwoje się od siebie różnią, mają własne zdanie i na swój sposób są odważni i dzielni. Mały minus, do którego mogłabym się przyczepić to relacja pomiędzy nimi. Mam wrażenie, że autor nie poświęcił czasu temu, aby mogła się ona pomiędzy rozwinąć. Z dnia na dzień się nienawidzą, tolerują, by potem nagle zacząć się lubić. Obydwoje dbają o siebie, pomagają sobie, ale dla mnie to nie do końca było naturalne. Może gdyby ich relacja stopniowo zaczęła się rozwijać, wyglądałoby to lepiej. Neil Shusterman pozwala swoim czytelnikom poznać ich lęki i wątpliwości, sprawiając, że ich postacie były wiarygodne. Nie do końca też zadowoliło mnie zakończenie w ich wykonaniu, sprawiło, że wyszło mało wiarygodnie, ale pozostawiło też ochotę na więcej. 

Bardzo podobało mi się, że zostały wtrącone zapiski z dzienników Kosiarzy Faraday, czy Curie. Biło z nich niesamowite ciepło, mądrość, moralność oraz zachowanie w sobie dobra, pomimo pracy, którą wykonują. W tej książce nie zabraknie również ciemnych charakterów, które zapomniały jaka jest ich misja, robiąc sobie z niej zabawę. Chociaż jak dla mnie w tej książce nie ma podziału na złych i dobrych - każdy ma w sobie pierwiastek dobra, czy zła. Mniejszy lub większy, wykorzystywany w ten, czy w inny sposób. Autor pokazuje świat i ludzi takim jakimi są - nie koloryzując niczego. 

''Kosiarze'' to niesamowita i wciągająca historia, napisana w lekkim i przyjemnym stylu. Autor stworzył idealny świat, utopię, o której marzy każdy z nas... ale czy na pewno? Czy w idealnym świecie wyeliminowano niesprawiedliwość, zło i korupcję? Czy ludzie i świat mają szansę na to, aby się zmienić? Jeśli chcesz wiedzieć jak nasz świat może wyglądać za kilkadziesiąt lat to nie zastanawiaj się i sięgnij po tę książkę. Jeśli lubisz motyw nieśmiertelności, zagadnień o życiu i śmierci to ta książka jest dla Ciebie. Jeśli nie lubisz romansów, ale nie przeszkadza Ci ich szczypta to nie wahaj się! Książka nie jest w stu procentach idealna, ale ja czuję, że to wstęp do czegoś niesamowitego. Z niecierpliwością będę oczekiwać kolejnego tomu! 

Oryginalny tytuł: Scythe
Cykl: Żniwa śmierci (tom 1) 
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: wrzesień 2017 rok
Liczba stron: 540

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

Claudia Gray ''Dziesięć tysięcy słońc nad Tobą''

Marguerite Caine jest córką pary naukowców, którzy są wybitnymi fizykami. Obydwoje wynaleźli Firebird, urządzenie, które potrafi przenieść ludzką świadomość do danego wymiaru. Dziewczyna podczas swojej pierwszej podróży do innego wymiaru zamierzała odebrać Paulowi Markovi życie. Teraz musi je ocalić.


Paul Markov przeskoczył do innego wymiaru, aby odnaleźć lek, który ocali życie Theo. Kiedy dość długo nie ma od niego żadnych wieści, ona postanawia odnaleźć go na własną rękę. Trafia najpierw do Rzymu, gdzie czeka na nią Wyatt Conley, który informuje ją, że rozszczepił dusze Paula na cztery kawałki. Aby je odzyskać musi z nim współpracować. W multiwszechświecie są jeszcze dwa wymiary, w których rodzice dziewczyny są bliscy wynalezienia Firebirdów. Mężczyzna nie chce, aby do tego doszło. Marguerite ma w każdym z nich zniszczyć wyniki badań jej rodziców, oraz najcenniejszy sprzęt. Za każde wykonane zadanie otrzyma współrzędne wymiaru, gdzie znajduje się Paul i odłamki jego duszy. 
Dziewczyna wyrusza w podróż wraz z Theo. 
Marguerite wraz z każdym spotkanym Paulem zaczyna wątpić niego, w ich miłość i przeznaczenie. Rozumie, że wszystko jest bardziej złożone niż myślała. 

Claudia Gray kolejny raz wrzuca nas w bieg wydarzeń. Nie daje nam czasu z przyswojeniem informacji, nie rozkręca akcji stopniowo, lecz od razu zrzuca na nas jej dynamiczność. Dziewczyna trafia do świata ogarniętego wojną, w kolejnym wszechświecie trafia w ręce mafii, a gdzie indziej ląduje w Paryżu. Wraz z pojawieniem się w każdym z wymiarów uczy się czegoś nowego o sobie, ale również o Paulu. Jesteśmy uczestnikami jej wątpliwości, lęków i przemiany. 
W tej powieści nie zabraknie intryg i walki o władzę. Autorka wraz z każdym rozdziałem zaskakuje nas coraz bardziej, dodaje niespodziewanych zwrotów akcji, co sprawiało, że miałam ochotę tę książkę pochłonąć. Tak bardzo tęskniłam za tym światem i byłam zachwycona, że znów mogę do niego wejść, zasmakować alternatywnych światów, w których nie brak zawirowań i dynamiczności. Oprócz tego mamy również sporo opisów miast i działania danych wymiarów. Dzięki temu mogłam zrozumieć, że w każdym z nich myślenie ludzi jest inne i panują inne zasady.

Główna bohaterka niekiedy jest naiwna, czasem ma się za nie wiadomo kogo, ale z czasem zaczyna się zmieniać i dojrzewa. Brakowało mi w tej książce postawi Paula i tak jak w poprzedniej części czułam niedosyt z nim związany. Za to postać Theo dał radę trochę zasklepić ten brak. 

''Dziesięć tysięcy słońc'' to książka dynamiczna i emocjonalna. Nie tylko za sprawą fabuły, ale również główniej bohaterki. Jest bardziej zwariowana i porywcza. Autorka odkrywa wiele kart, stawia dużo znaków zapytania i uczy, że każdy z nas jest bardziej złożony. Nic nie jest tu czarno - białe. Lekki i zabawny styl autorki porwał mnie od pierwszej do ostatniej strony, a końcówka sprawiła, że na kolejny tom przebieram nogami! Chociaż ta część nie jest tak świetna jak pierwsza, bo we wszystkim będziemy się już łapać to i tak warto po nią sięgnąć. Najlepiej wieczorem, kiedy nic i nikt nam nie przeszkodzi. Myślę, że i tak część będzie miała tylu samo przeciwników, co zwolenników - jednak ja jestem oczarowana. No i oczywiście polecam jeśli lubicie lekkie, przyjemne powieści. 

Oryginalny tytuł: Ten Thousand Skies Above You
Cykl: Firebird (tom 2)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: wrzesień 2017 rok
Liczba stron: 432

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

Susan Richards ''Koń, który mnie wybrał''

Susan nie miała łatwego życia, co odbiło się na jej spostrzeganiu światła, sprawiając, że ona sama zamknęła się przed ludźmi. Tym, co jest niezmienne w jej życiu to konie. Kocha je i traktuje jak własne dzieci. Są dla niej przyjaciółmi na całe życie.
Był marzec, kiedy życie kobiety odmieniło się wraz z pojawieniem się Lady Me Down. Klacz wraz ze źrebięciem trafiła do niej za pośrednictwem Stowarzyszenia na rzecz Zapobiegania Okrucieństw wobec Zwierząt. Lady Me Down pomimo osłabienia, niedożywienia i zapalenia płuc, pozostaje nadal łagodna i ufna wobec ludzi. Ją i Susan zaczyna łączyć niewiarygodna więź. Kobieta z czasem uświadamia sobie, że tak naprawdę to nie ona uzdrowiła łagodną klacz, lecz Lady Me Down uleczyła serce i duszę Susan. 

Nasz świat jest pełen okrucieństwa, które odbijają się na zwierzętach, a przecież to one są najbardziej bezbronne. Potrzebują kogoś, kto je pokocha prawdziwie, z całego serca i uczyni swoim przyjacielem. Jednak nie każdy z nas taki jest. Zdarza się, że zwierzęta są bezdusznie traktowane i często w bestialski sposób. To my ludzie powinniśmy im pomóc. Jednak czasem role się odwracają i to one ratują nas.

W książce mamy możliwość zaobserwowania zmian jaki zachodziły w Susan wraz z pojawieniem się Lady Me Down. Równie jej historię - bolesną, okraszoną trudnym dzieciństwem, które odbiło się na jej decyzjach, spostrzeganiu świata i ludzi. Autorka w niezwykle czuły sposób przedstawia nam jak zachowują się konie. Pokazuje, że mają takie same uczucia jak my - boją się, kochają, są ufne i tęsknią.  

''Koń, który mnie wybrał'' to niesamowita historia o odrodzeniu, naszpikowana emocjami i uczuciami. Możliwe, że klacz i Susan było dane się spotkać, aby jedna uleczyła drugą. Chociaż książka jest niekiedy monotonna, a opisy przydługie to nadrabia to uczucie miłości, które przebija się z każdej strony. Historia o tym jak pomimo wyrządzonego zła można zachować łagodność i ufność i że czasem potrzeba kogoś, aby wyleczył nasze serce i pokazał nam, że świat jest piękny i ma dla nas wiele możliwości. 

Oryginalny tytuł: Chosen by a Horse
Wydawnictwo: Replika 
Data wydania: lipiec 2017 rok
Liczba stron: 312

Książka do kupienia w korzystnej cenie tu:
http://czytam.pl/k,ks_674064,Kon-ktory-mnie-wybral-Richards-Susan.html

Denise Hunter ''Sezon życzeń''

''(...) - Wszyscy mamy jakieś ciernie.
- Ciernie?
- Takie rzeczy, które wyrastają wokół nas i nas tłamszą. Ciernie nie sprawiają, że ziarno nie kiełkuje, ale nie pozwalają nam wydać owocu.''

Pasją PJ jest gotowanie, a ona sama uwielbia eksperymentować z nim. Jej marzeniem jest otwarcie własnej restauracji z hotelem, który będzie popularny w Chapel Springs.
Do miasteczka przybywa Cole, którego życie mocno doświadczyło. Na bazie własnych doświadczeń ma w planach założenie domu przejściowego dla młodzieży, która opuszcza domy zastępcze i nie ma gdzie się podziać. Wie jak to jest być młodym człowiekiem pozostawionym samemu sobie. 
W końcu dla PJ i Cole'a trafia się okazja uzyskania nieruchomości pod swoje cele. Ekscentryczna właścicielka posiadłości rodzinnej, pani Simmons, postanawia ogłosić konkurs, w którym to zwycięzca otrzyma ogromny dom. Jednak, kiedy PJ I Cole przedstawiają swoje plany, właścicielka ma problem z wyborem osoby, która wygra. Wpada na pomysł, który w skutkach zbliża do siebie PJ i Cole'a. Obydwoje muszą udowodnić, że ich plan przyniesie nie tylko zyski, ale również odciśnie się w społeczności miasteczka.
Obydwoje zrobią wszystko, aby wygrać. 
Denise Hunter jest moją ulubioną autorką jeśli chodzi o subtelną literaturę kobiecą. Klimat jaki tworzy w Sezonie życzeń sprawia, że jej książka jest przyjemna w odbiorze, a historia głównych bohaterów, pomimo przewidywalności wciąga nas bez reszty. Nie trudno nie kochać jej za to.
Autorka wprowadza nas w sam środek rywalizacji o dom. Ona i on - obydwoje mają swoje marzenia i cele, obydwoje pragną udowodnić innym i sobie, że coś potrafią. 
PJ i Cole czasem zbliżają się do siebie, choć z pozoru wiele ich dzieli. Ona jest gadatliwa i wesoła, a on niedostępny. Jednak obydwoje zmagają się ze wstydem i z poczuciem winy. 
''Jak płatki śniegu'' to historia zabawna, ale niekiedy też smutna i skłaniająca do refleksji. Pokazująca jak bolesna przeszłość potrafi nas więzić w swych szponach. Ta książka pochłonęła mnie bez reszty i okazała się najlepszym środkiem na zastój czytelniczy. Historię głównych bohaterów pochłonęłam w jeden wieczór. Denise Hunter jest znana z lekkich i przyjemnych książek, które zaskakują swoją delikatnością - jeśli takie lubicie to zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję. Powieść ta jest idealna na jesienne i zimowe dni - otuli Wasze serca i dusze. 

Cykl: Chapel Springs (tom 3)
Wydawnictwo: Dreams 
Data wydania: wrzesień 2017 rok 
Liczba stron: 368

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka